Mieszkamy w Łodzi i jesteśmy posiadaczami młodej malamutki "Anuri". Znalazła się ona w naszej rodzinie niespodziewanie. W listopadzie 2004 roku odeszła nasza 12,5-letnia jamniczka Czuga. Byliśmy zdruzgotani mimo, że liczyliśmy się z tym, co w końcu nastąpiło (ostra niewydolność nerek). Walczyliśmy z chorobą do końca. Miało to swoje konsekwencje; żadnego psa więcej, aby nie patrzeć na cierpienie ukochanego zwierzaka.
W tym czasie znajomi mieli jeszcze do sprzedania dwa szczeniaki Alaskan Malamute z dużego miotu (suczkę i pieska). Widzieliśmy jak rosły i jakie były rozkoszne, ale nigdy nie braliśmy pod uwagę tego, aby jeden z nich mógł zamieszkać z nami. Tak było do dnia, kiedy Ania widząc naszą rozpacz, zaproponowała aby jednego zabrać na weekend dla wypełnienia w domu tej potwornej pustki. Zgodziliśmy się i tak już zostało. Mała urzekła nas i o smutku nie było mowy. Wypełniła dom sobą: swoją niespożytą energią, ciekawością świata i wesołym usposobieniem.